Loading...
Lifestyle

Góry wystarczy, że są :D

Tu

Tu nie ma pięknych słów Tu one nic nie znaczą

– tu są

takie miejsca w skale

które nigdy

słońca nie zobaczą

– tu są

takie miejsca

na ziemi

gdzie najcenniejsze

milczenie

                                                                Aleksander Wojciechowski

To będzie wpis zupełnie off topowy. Nie planowałam go z jednego powodu – To nie był mój wyjazd ;P

Wiedziałam, że razem z dziećmi jedziemy w Tatry na tzw „doczepkę”. Głównie po to by nie siedzieć w  wielkim mieście, zmienić nieco klimat, być może coś zobaczyć.

Mocne wrażenia z eksploatacji tatrzańskich jaskiń czekał moją druga połowę 😛 (speleologia rulllez? 😉  )

Pogoda niestety nie dopisała. Dni ze słońcem było jak na lekarstwo, w zamian niebo płakało niemal codziennie, często gęsto od rana do wieczora. Życie umilał nam wtedy telewizor, bo ileż można rysować, grać, szaleć, spać itp. Kiedy tylko nie padało wychodziłam z dzieciakami na podwórko, by powdychać zdrowego powietrza i rozruszać kości spacerując po Kościelisku.

Wiejska droga bez chodnika, unoszący się w powietrzu zapach tej „prawdziwej” wsi przyprawiał o zawrót głowy moją córkę. Chodziła z nosem na kwintę a raczej nosem przykrytym szczelnym parawanem z  jej rąk 😛

Miastowa …. ja w jej wieku… każdą wolną chwilę spędzałam na wsi…

Nie mierził mnie zapach konia zwożącego snopki siana z łąki, zapach świeżego mleka od krowy… Zapach wsi, zapach mojego dzieciństwa.

Dni upływały na słodkim lenistwie, podczas spacerów codziennie mijaliśmy te same domy, białego podhalańczyka, który po tygodniu wreszcie przestał na nas szczekać, koty chodzące swoimi ścieżkami, pasące się nieopodal owce i gulgające indory. Codziennie młoda zatykała usta i buzię, gdy mijaliśmy sporą górę obornika z pytaniem: mamo, co tak śmierdzi? Życie – córka, życie czasami tak śmierdzi. Ale w tym przypadku to tylko trochę sfermentowanej słomy i odchodów zwierzęcych 😛 Dla niej był to niemal koniec świata, jak można „produkować” takie coś. Mnie nie przeszkadzało to nawet wstąpić do jedynej w miejscowości cukierni Samanta i zjeść bezę z kremem 😀

Dwa razy udało nam się pojechać do „miasta”.  Przeszliśmy Krupówki, by po raz kolejny zdziwić się co w nich takiego jest, że są takie słynne? Przy okazji tych wypraw zawsze lądowaliśmy w tym samym miejscu – w Restauracji Adamo.  Niepozorny z zewnątrz budynek, z wielką przestrzenią w środku i kącikiem zabaw,  gdzie można było zjeść smacznie, dużo i niedrogo 🙂

W przeddzień powrotu do domu wybraliśmy się, już w pełnym składzie, na dłuższy spacer po Dolinie Kościeliskiej. Mąż chciał koniecznie pokazać nam wejście do Jaskini Wodnej pod Pisaną. Kontemplację przyrody utrudniała mi gadatliwość młodej 😀  W drodze powrotnej złapał nas deszcz, a w zasadzie lało jak z cebra :p Niemalże pędem udaliśmy się w stronę parkingu, jednakże byliśmy od niego około godziny marszu. Córkę trzeba było wziąć na plecy bo narzuciliśmy spore tempo 😀 Sporo szła sama, ale po wszystkim przyznała, że ma już dość tych gór 😀

Z przyjemnością rozgrzaliśmy się popijając herbatę z miodem i cytryną w Restauracji Polany w Kościelisku. Dokładniej w tej, którą rewolucjonizowała Magda Gessler 🙂

Ci, którzy mnie troszkę lepiej znają, wiedzą, że za górami nie przepadam. Nie lubię się męczyć chodząc po nich, nie daj bóg się wspinać. Dla mnie góry to wizualna strona, jakże piękna i to mi w zupełności wystarcza. Tam gdzie nie mogę, bądź nie chcę to mnie wołami nie zaciągną 🙂 Z pozytywnych rzeczy – polubiłam oscypki. Ale takie prawdziwe z prawdziwej Bacówki w Witowie 😀

Mimo wszystko będę chciała wrócić w Tatry. Chociażby po to, by poznać Te miejsca na ziemi, gdzie najcenniejsze jest milczenie ….

WYBRANE