Loading...
MiejskieWózki

TUO ELEGANT na tropie wrocławskich krasnali :)

Tym razem pierwszy będzie wpis z terenu. Chciałam bowiem wykorzystać sprzyjającą aurę pogodową i zrobić fajne zdjęcia. Wpis techniczny może poczekać, bo zdjęcia do niego zapewne powstaną w zaciszu mojego mieszkania 😛


Skąd pomysł na taki „bajkowy” wątek??
Kolor wózka zobowiązuje 🙂
To było wyzwanie, bo jak powszechnie wiadomo, czerwony nie jest moim ulubionym kolorem 😛
Myślę, że TUO i krasnale trochę mi pomogły go polubić 😀

W rolach głównych wystąpi TUO Elegant Red od Foppapedretti, wrocławskie krasnale i ja – wózkowa wraz z dzieciakami 🙂
Jak by ktoś pytał – tata też jest, ale po drugiej stronie obiektywu 😛

My jesteśmy krasnoludki,
Pod grzybkami nasze budki,
Jemy mrówki, żabie łapki,
A na głowach krasne czapki.


Dawno, dawno temu w starym Wrocławiu zwanym z niemiecka Breslau, a jeszcze dawniej Vratislavia żyły sobie krasnoludki.

Strzegły miasta i opiekowały się jego mieszkańcami; dawały radość dzieciom i dorosłym. Żyły ze sobą w zgodzie, pomagały mieszkańcom i umilały czas turystom.

Niestety pewnego dnia w mieście pojawiły się złe Gremliny, zazdrosne o szczęście Wrocławia i pragnące zdobyć największy skarb krasnoludków- magiczny kamień, dający im życie i nieśmiertelność!

Przebiegłym stworom udało się podstępem wykraść owy kamień. Czar prysł i od tej pory wszystkie krasnale w naszym mieście są z …..kamienia.

Lokalizacja wszystkich krasnali (ponoć 300 szt) jest owiana tajemnicą, nikt nie jest w stanie wskazać wszystkich miejsc ich kryjówek.

Dziś, choć sama już dawno przestałam być dzieckiem, na powrót stałam się małą dziewczynką.

Marzenia z dzieciństwa stały się rzeczywistością bowiem udało nam się spotkać kilka z nich podczas pewnego spaceru 🙂 Zresztą zobaczcie sami.

A Wy – wierzycie w krasnale?

Na początku naszej wyprawy spotkaliśmy Więziennika, który za kradzież pióra A. Fredry trafił za kratki 😛


Idąc w stronę Rynku natknęliśmy się na Kowala, którego doskonale znają wrocławscy dorożkarze, wiedzą, że zawsze kiedy ich koń straci podkowę nikt nie podkuje go lepiej, niż Kowal- zawsze gotowy do pracy.

Na Bankomatki trzeba uważać, gdyż niezłe z nich chochliki i lubią podbierać drobne z portfela.
Zaraz, zaraz gdzie moja „stówa” 😀


Jak już jesteśmy w sferze finansowej, to poznajcie:

Bankiera, dzięki któremu gospodarka podniosła się po kryzysie 😛 Dzięki analitycznemu umysłowi i skrupulatnie prowadzonym badaniom rynku, dokonał niemożliwego.

oraz

Bankusia pieniążka, który jest wrocławskim odpowiednikiem Robin Hooda – zabiera bogatym, a daje biednym. Pewnie dla tego niektórzy nazywają go SKOK 😀

Na słupach Placu Solnego znaleźliśmy Słupniki , które dzielą się na podglądaczy i wspinaczy. Wieść niesie, że dzięki nim miasto zaoszczędziło w ubiegłym roku niezłą sumkę na monitoringu 😛


W zasadzie to on niego powinnam zacząćPapa Krasnal, który jako pierwszy zawitał do Wrocławia. Miasto tak mu się spodobało, że zamieszkał w nim ze swoimi pobratymcami 🙂

Jednymi z bardziej rozpoznawalnych krasnali są Syzyfki, bracia bliźniacy. Jeden skutecznie uniemożliwia drugiemu przetoczenie kuli, która spodobała mu się na tyle, że postanowił ją zabrać do domu 😛

Obieżysmak, który ciągle podjada z miseczek współtowarzyszy.

Gołebnik, który na poddaszu Ratusza hoduje gołębie pocztowe 😀 Nierzadko można zobaczyć jak z jednego w okien startuje w przestworza na gołębim grzbiecie.

Długi i Giełduś – którzy czuwają nad poprawnością działania Starej Giełdy 🙂


Suvenirek , to krasnal lubiący dawać prezenty 🙂

Ciastuś i Amorinek, codziennie wspinaja się po ścianie wciągając po sznurze różne słodkości. Krasnale z wdzięczności za wikt i opierunek dbają o to, aby nigdy nie zabrakło nam najpyszniejszych ciast, ciasteczek, tart i deserów lodowych.

Wiesiek Partnerski , upamiętniający 25 lecie przyjaźni niemiecko-polskiej między miastami: Wiesbaden – Wrocław 🙂

Turysta, jeden z wielu w naszym mieście  😛

W samym środku wrocławskiego Rynku spotkaliśmy niezwykłe krasnale – Krasnale Przylądka Nadziei. Podtrzymują wielką skarbonkę z pieniążkami, które przeznaczone są na budowę nowej kliniki onkologicznej dla dzieci – ,,Przylądka Nadziei”. Zupełnie tak, jak mitologiczny Atlas podtrzymują na swoich barkach cały „świat”. Bo dzieci przecież są naszym światem 😀 Górę skarbonki stanowi miniatura mającej powstać kliniki.

Podczas spaceru wózek sprawował się całkiem dobrze. Było troszkę hałasu na kostce, co związane jest zapewne z podwójnymi przednimi kołami. Jeśli chodzi o amortyzację, to na takiej nawierzchni trudno o komfortową jazdę wózkiem z typie parasolki. I choć TUO posiada amortyzację na wszystkie koła, wózkiem trochę trzęsło. O dziwo lepiej manewrowało się nim, gdy syn siedział przodem do mnie. Z zakupami w ogromnym koszu staje sie mniej zwrotny. Jednakże poprowadzenie go jedną ręką tylko z dzieckiem „na pokładzie” nie stanowi problemu. Torba na akcesoria w pozycji przodem do mamy, może opierać się na nóżkach dziecka (przy rozłożonym podnóżku) i może to być dla niego trochę irytujące 😛 Poza tym plus za komfortowe, przytulne i duże siedzisko, rozkładane zupełnie na płasko do spania oraz niewielkie gabaryty wózka po złożeniu.

Na dokładną charakterystykę poszczegółnych części przyjdzie czas w wątku technicznym.

Poniżej przedsztawiam jeszcze parę zdjęć, na których widać, że jazda takim wózkiem wcale nie musi być udręką (to dla przeciwników „parasolek”) 🙂

A już wkrótce zapraszam na kolejny wpis. Tym razem będzie „technicznie”, ale nie nudno – obiecuję 😛

WYBRANE